czwartek, 16 stycznia 2014

Pielęgnacja ust zimą - balsam Tisane na pomoc!




Za oknem zima na całego, na termometrze minus trzy - może śnieg troszkę poleży. W takich warunkach koniecznie zadbajcie o wrażliwe usta. Chrońcie je przed mrozem, wiatrem, słońcem, suchym i wilgotnym powietrzem. Jeśli nie macie ulubionego balsamu czy pomadki ochronnej proszę przekonajcie się do naturalnego balsamu na bazie miodu marki Tisane. Używam go od lat i nigdy nie zmienię. Na zimę jest po prostu NIE-ZA-STĄ-PIO-NY i kropka! Będę wychwalać ten kosmetyk zawsze i wszędzie i każdy komu go poleciłam używa, chwali i poleca dalej - PRAWDA? Wiem, że te z Was, którym poleciłam mówi teraz prawda. :) 
Balsam leczy, świetnie nawilża i delikatnie natłuszcza. Jeśli masz usta spierzchnięte, popękane, rozerwane kąciki ust biegnij do apteki. Balsam oparty jest na miodzie, wosku pszczelim, oliwie, ostropeście, oleju rycynowym, jeżówce purpurowej i ekstrakcie z melisy. Zawiera również witaminę E. Błyskawicznie koi, leczy i wygładza usta. Ponoć rewelacyjnie leczy opryszczkę, łagodzi i regeneruje skórę (na szczęście nigdy nie miałam). Sprawdzi się również na spierzchniętych płatkach przeziębionego i przetartego od wycierania chusteczką nosa.
Można go kupić w takiej postaci w której prezentuję czyli w małym okrągłym pudełeczku lub w postaci pomadki (lepiej się aplikuje, ale na krócej wystarcza). Pudełeczko ok 7-8 zł, pomadka 9-10 zł, w zależności gdzie kupujemy. Wersję w pomadce przetestowałam raz - bardzo szybko ją zużyłam i dlatego twierdzę, że jest mniej ekonomiczna. Jej działanie też było gorsze - takie miałam przynajmniej odczucie. Częściej musiałam ją stosować. Plus za sposób aplikacji, ale pozostanę przy tej mniej higienicznej wersji czyli słoiczku. Coś za coś.
Zapach - można się przyzwyczaić - lekko słodkawy, miód z waniliową nutką. Kolor - w słoiczku złocisty, na ustach bezbarwny. Reaguje bardzo na temperaturę - na mrozie dość twardy, pozostawiony przy grzejniku lub innym ciepłym miejscu może popłynąć. :)



Dbajcie, smarujcie, pielęgnujcie. Zdecydowanie lepiej rozmawia się z osobą która ma aksamitne i zadbane usta. Balsam Tisane polecam na zimę, ale stosuję go cały okrągły rok. Latem napiszę post o tym, że jest niezastąpiony przy ostrym słońcu, a jesienią i wiosną też coś o nim wymyślę. :) Polecam raz jeszcze i mam nadzieję, że kogoś przekonałam. 

DANA



poniedziałek, 16 grudnia 2013

Ada to nie wypada III - imprezy firmowe


Dziś opowiem wam nieco o imprezach firmowych. Zwłaszcza, że zbliżają się Święta i wiele z was weźmie udział w firmowych Wigiliach. Podczas takich wydarzeń łatwiej jest nawiązać i ocieplić relacje z innymi, ale także niezmiernie łatwo o wpadkę. Należy pamiętać, że taka impreza to nie wypad ze znajomymi, tylko z ludźmi z pracy. Impreza firmowa jest jak test, dlatego też cokolwiek zrobisz może ci pomóc, bądź wywołać nieprzyjemne konsekwencje. Zwłaszcza jeśli jesteś nowa w firmie.
Zacznę tradycyjnie.... od stroju. Nieważne czy idziesz na bankiet firmowy, rocznicę, czy też jedziesz na dwudniowy wypad organizowany dla wszystkich pracowników. Zasada jest jedna. Strój ma być stosowny do okazji i jak zwykle pozbawiony dużych dekoltów, mini spódniczek itp. Na firmowym bankiecie dyrektor czy kolega z pracy nie powinien mieć okazji oglądać twojego biustu, ani koloru bielizny. Poniżej przedstawiam kilka inspiracji, którymi możecie kierować się przy wyborze stroju na oficjalną imprezę firmową np. Wigilię, imprezę jubileuszową lub bankiet. Aby jednak nie przestroić się tego wieczoru pytajcie zawsze osoby organizujące wydarzenie, jaki jest obowiązujący dress code.




















Niektóre imprezy mają charakter mniej formalny. Czasem jest to wyjazd na Mazury, czasem na narty. Jeśli taki wypad organizowany jest latem, zadbaj o to aby stroje nie były zbyt kuse lub przezroczyste. Paradowanie w stroju kąpielowym może być krępujące dla otoczenia. Chyba, że jesteś na plaży. Uprzedzam jednak, że występowanie w wersji plażowej może wywołać komentarze wśród bardziej spostrzegawczych kolegów. :) Może niektóre z was pomyślą, że się czepiam. Wyobraźcie sobie jednak sytuację, w której oglądacie w kąpielówkach prezesa, albo swojego bezpośredniego przełożonego. Uważam, że takie sytuacje są dość niezręczne. Po powrocie wrócicie do biura i trudno będzie zapomnieć, że pewne granice zostały przekroczone. Podobnie ma się sprawa z wyjazdami, podczas których korzystamy z sauny. Bardzo lubię chodzić do takich miejsc, jednak niekoniecznie chcę, aby moi współpracownicy widzieli jak wyglądam bez ubrania czy ręcznika. Jeśli już znajdziecie się w takiej sytuacji proponuję skorzystać z dużego ręcznika. Chyba, że zależy wam na tym, aby koledzy mijając was na korytarzu widzieli obrazek z sauny.

Nieodłącznym elementem imprez firmowych jest alkohol. Jak zwykle w takich przypadkach macie do wyboru nie pić wcale, trochę lub bez ograniczeń. Na którą wersję się zdecydujecie, zależy od was. Ja zalecam spożycie w granicach rozsądku. Wersja max bywa opłakana w skutkach. Głupio człowiek się czuje, gdy wspomni jak trudno było mu utrzymać pion. Zwłaszcza jeśli jest się kobietą. Z pewnością każdy szybciej zauważy i chętniej będzie opowiadać o pijanej koleżance, niż koledze. O alkoholu wspominam także ze względu na fakt, że po kilku drinkach powiemy więcej niż byśmy chciały. Pół biedy, jeśli nasz rozmówca o tym zapomni. Gorzej, jeśli informacja od nas pochodząca rozejdzie się po całej firmie.



Nadmierne spożycie najlepiej neutralizować na parkiecie. Uwaga, na parkiecie, nie na stole :) Chyba, że organizatorzy imprezy przewidzieli tańce na stole. A skoro już o tańcu mowa, tu też należy zachować pewną samokontrolę ;) Wieszanie się na kolegach, całuśne uściski, wyuzdane tańce i inne wybryki nie przejdą niezauważone. W efekcie pojawią się komentarze i chichot za waszymi plecami.

Imprezy firmowe rządzą się własnymi prawami, dlatego też postępujcie rozsądnie. Niektórym z was zdarzyło się zapewne zauważyć, że koleżanka lub kolega wychodził rano lub w nocy z innego pokoju, niż powinien. Co wtedy pomyślałyście? Zapewne, że ten ktoś przespał się z kolegą lub koleżanką... I tak zapewne pomyśli 99% osób :) Zwłaszcza jeśli ta obserwacja będzie poparta gorącą atmosferą na parkiecie kilka godzin wcześniej. Dlatego unikajcie takich sytuacji. 

Wyjazdy, podczas których towarzyszy nam rodzina są znacznie spokojniejsze. W obecności męża czy żony ludzie nie mają takiej ochoty na szaleństwa, jak wtedy gdy są tylko pracownicy. Podczas imprez bez osób towarzyszących hamulce puszczają znacznie częściej. Warto o tym pamiętać, by następnego dnia móc spokojnie iść do pracy i patrzeć innym w oczy bez obawy o złośliwe komentarze.

Impreza to nie jest miejsce na plotkowanie, czy załatwienie sobie awansu. Chyba, że chcesz aby twój szef pomyślał sobie, że jesteś wrednym lizusem. Już wcześniej pisałam, co myślę o takim zachowaniu. O podchodzeniu szefa "zmiękczonego" drinkiem i wykorzystywaniu takich okazji aby ugrać dla siebie coś więcej, myślę jeszcze gorzej. 

Podsumowując, impreza firmowa może być dla ciebie dużym sprawdzianem. Wtedy najlepiej widać, kto potrafi wykazać się samokontrolą i zachować profesjonalnie.

Miłej zabawy!
Magda


czwartek, 12 grudnia 2013

Kardigany, swetry na chłodniejsze dni. Jak i z czym nosić?



Kiedy zaczęłam pisać tego posta za oknami brylowała piękna złota jesień! Post nie był skończony z powodu narodzin mojego synka i tak odkładałam jego publikację i odkładałam, aż zrobiła się ZIMA! Kilka dni temu spadł pierwszy ŚNIEG! ... Jesień to moja ulubiona pora roku - przede wszystkim ze względu na kolory - wszelkie odcienie brązów, beżów, żółci, zieleni... Od tego roku kocham tą porę roku jeszcze bardziej, bo już zawsze kojarzyć mi się będzie z narodzinami Wojtka - urodził się 1 października w bardzo słoneczny jesienny dzień. :)

Na jesień i zimę tylko otulające swetry - nie wyobrażam sobie tych pór roku bez ciepłej wełny! Kardigan, czy też po prostu rozpinany sweter, to rewelacyjne rozwiązanie na chłodne dni i wieczory. Fajnie komponują się z dopasowanymi spodniami, sukienkami czy krótkimi spódniczkami. Osobiście jestem ogromną fanką tego typu swetrów i mam ich kilka w swojej garderobie. Chętnie kupiłabym ich więcej, ale niestety szafa nie jest z gumy i ma ograniczoną pojemność. Moim faworytem jest kardigan w kolorze jasnego beżu - elegancki, naturalny i pasuje niemal do wszystkiego. Kupiony w mojej ulubionej sieciówce dwa sezony wstecz idealnie komponuje się z większością ubrań. Jeśli uda się Wam taki kupić gwarantuję, że będziecie go nosić bardzo często i to o każdej porze roku.

Cieplejsze, dłuższe i grubsze swetry z powodzeniem zastępują kurtkę, płaszczyk czy marynarkę (jesienią). Lżejsze o ładnym i eleganckim fasonie idealnie nadają się również do biura, o czym pisała już wcześniej Magda. Pospacerowałam trochę po sklepach (stacjonarnych i online) i wybrałam kilka modeli, które obecnie możecie znaleźć w sklepach. Stworzyłam również dwa proste, mam nadzieję inspirujące sety. Zestawy są bardzo klasyczne i nieskomplikowane, gdyż właśnie taki styl ubierania preferuję. Może i Wam przypadną do gustu. :)

Zaczęłam tradycyjnie od ZARY. Swetry są - ciepłe, obszerne w wielu kolorach, raczej stonowanych, typowo jesiennych. Do gustu przypadły mi zwłaszcza dwa - w szarych odcieniach, oba ciepłe i bardzo przyjemne w dotyku. Nawet z moim dużym 9-miesięcznym brzuchem mogłam się nimi w całości otulić. Brakuje mi tu jednak paska, a przydałby się.
Ciepłe cudo znajdziecie u Hilfigera - jeden z moich faworytów.

ZARA - w dwóch kolorach 299 zł.
Tommy Hilfiger

Luźne, delikatne swetry z szerokimi rękawami robią furorę. W biurze również powinny się znakomicie odnaleźć w połączeniu z tradycyjnym strojem - dopasowaną sukienką czy spodniami i koszulą. Zwróćcie tylko uwagę na to, aby rękaw nie przeszkadzał np. w podawaniu kawy czy innych biurowych czynnościach. ZARA ma w swojej ofercie również proste rozpinane swetry w klasycznym i uniwersalnym fasonie. Ceny zróżnicowane, tak samo jak kolory - od 79,90 do 199 zł.

ZARA - 89,90-99,90 zł



ZARA

Jestem zachwycona swetrami z Massimo Dutti - fason, dbałość o szczegóły a przede wszystkim materiał. Kaszmir, wełna, angora, skórzane dodatki w postaci pasków, aplikacji, patek itp. - brzmi dobrze, prawda? Pokusiłam się o przymiarkę kilku modeli i naprawdę szczerze polecam - są rewelacyjne. Kupiłabym przynajmniej dwa gdyby nie cena - pozostaje mi chyba czekać na SALE. :) Wyprawka dla dziecka jednak troszkę uszczupla konto. :) Poniżej mój faworyt - dostępny w dwóch kolorach (ecru i brąz) w cenie 399 zł.



Całkiem przypadkowo natknęłam się na mały sklepik na bemowskim bazarku z rewelacyjnymi swetrami. Cena atrakcyjna i rodzaj materiału również bez zarzutu.




Zestaw 1 przedstawia bardzo prosty, niezobowiązujące połączenie stonowanych barw, który można nosić na co dzień jak również z powodzeniem idealnie sprawdzi się w biurze - może nie każdym, ale w większości powinien się wpasować. Luźny kardigan z szerokimi rękawami, rozpięty, do tego bawełniana bluzka z lekko bufiastymi długimi rękawami. Osobiście nie przepadam za biżuterią i noszę ją rzadko. Tu dodałabym coś bardzo prostego - zegarek, subtelny wisiorek, eleganckie kolczyki. Klasyczne czarne szpilki można zastąpić balerinkami, bikersami czy botkami - w biurze jednak stawiałabym na eleganckie obuwie. Z torebką można zaszaleć - ja wybrałam skórzaną, dość dużą w niebieskim kolorze. Odświeża cały zestaw i powoduje, że nie jest nudny. :)


Zestaw 2 to mój ulubiony pracowy secik, jak to zwykłam nazywać pracując jeszcze do niedawna w biurze. Prosta sukienka o klasycznym i ponadczasowym fasonie, krótki kontrastujący sweterek i buty na obcasie. W takim stroju czułam się najlepiej - sukienka podkreślająca figurę o przyjętej w biurze długości. Za długimi marynarkami nie przepadałam, krępowały mnie. Wolałam te o krótszym fasonie, coś a'la Chanel. Najczęściej jednak jako dodatek wybierałam proste, eleganckie sweterki zapinane z przodu na guziki lub przewiązane w pasie. Dobrze jest zwrócić uwagę na skład - czysty akryl szczerze odradzam. Nie polecam też angory z wiadomych powodów. :) Wełna, kaszmir - w takim towarzystwie powinno być przyjemnie. Krótkie sweterki świetnie sprawdzają się w klimatyzowanym pomieszczeniu. Taki styl również upodobała sobie Victoria Beckham.




Do biura im prościej tym lepiej - pracując w biurze wybierałam krótkie sweterkowe marynarki. Zawsze czułam się w nich bardzo komfortowo. Najwięcej ładnych modeli znalazłam na stronie marki Mango (outlet). Ceny od 89 zł do 149 zł. Sweterki w takim fasonie przypominają krótki żakiecik, a są przyjemne w dotyku i przyjemnie się noszą. 


MANGO - kardigan efekt wodospadu, 169 zł






Nie w każdym biurze swetry są tolerowane jednak takie eleganckie, subtelnie zdobione modą obecnie koronką, perełkami czy inną delikatną biżuterią można ubrać chociażby w piątek. Ja jestem na TAK dla tego rodzaju garderoby.

Dana

czwartek, 5 grudnia 2013

CROSS FIT porusza całe ciało



Długo nie pisałam, ale w końcu postanowiłam podzielić się z wami wrażeniami z zajęć, na które uczęszczam od jakiegoś czasu. Zwłaszcza, że zima się już zaczęła i mam teraz sporo czasu na pracę nad kondycją i ciałem. Temperatura sprzyja raczej ćwiczeniom w klubie niż na zewnątrz. Dziś strasznie wieje, więc tym chętniej zdecyduję się na zajęcia grupowe, niż na jogging. Niemal rok temu wykupiłam karnet do klubu sportowego. Zawsze wydawało mi się, że kameralne kluby są fajniejsze, a w tych dużych jest mnóstwo ludzi, którzy chodzą tam, aby "bywać". Kiedy już decyduję się na zakup, oczekuję szerokiego wachlarza usług. Niestety kameralne kluby nie są w stanie zaproponować tego, co te należące do sieci. Skoro już wybrałam po raz pierwszy w życiu sieciówkę, postanowiłam sprawdzić, co z ich oferty odpowiada moim potrzebom. Nie ukrywam, że decyzja o zakupie była podyktowana także charaketerem mojej pracy. Osiem wysiedzianych godzin daje efekty w postaci skrzywienia kręgosłupa (jeśli nieprawidłowo siedzisz), bólu w kręgach szyjnych i odcinku piersiowym, cellulitu i zbędnego tłuszczyku.

Na pierwszy ogień poszły zajęcia ze sztangą, potem sprawdziłam jak prowadzą jogę. Następne były zajęcia na rowerach. Był także  ABS i ABT. Moim ostatnim odkryciem są zajęcia Cross fit.
Sama metoda ćwiczeń wywodzi się z treningów amerykańskich i angielskich jednostek specjalnych (SEALS, SAS oraz DELTA) wykorzystujących naturalne przeszkody terenowe takie jak: bagna, wodę, piasek, belki itp. Głównym celem treningów była  praca zespołowa i eliminacja najsłabszych  jednostek. Jako ciekawostkę mogę dodać, że wiele z tych ćwiczeń występowało wykorzystywanych było w wojskach Układu Warszawskiego. Ten tryb eliminacji wskazywał już na samym początku kto jest przywódcą, a kto żołnierzem. W wersji cywilnej, zaadaptowanej przez Reebok  jest  mieszanką wielopłaszczyznowych ćwiczeń siłowych i wytrzymałościowych. Dla nieprzygotowanych jest to duży wysiłek. Jednak przy regularnym uczęszczaniu na zajęcia poprawia się kondycja oraz figura :) Na samym początku mogłam się zacząć ruszać normalnie dopiero po około tygodniu. Jestem dość aktywna, ale tak kompleksowej pracy mięśni jeszcze nie zaznałam. Po około 4 miesiącach kondycja zaczęła się poprawiać, a dyżurne i znienawidzone burpees stały się nieco przyjemniejsze. Mogłam wykonać ich większą ilość, choć nadal były wyczerpujące. W grupie mamy takie powiedzenie, że dzień bez burpees to dzień stracony :) To ćwiczenie występuje niemal na każdych zajęciach. Wygląda to mniej więcej jak pad na ziemię oraz podskok z klaśnięciem nad głową. Zrób takich 10 i sprawdź jak bardzo się zmęczyłaś.

Są także inne - dla mnie trudne - ćwiczenia. Na przykład toes to bar, czyli unoszenie jak najwyżej nóg pozostając w zwisie na drążku. Do dziś potrafię wykonać to w wersji "1/2" czyli podnieść kolana na wysokość klatki piersiowej. Genialne ćwiczenie na brzuch. Gorąco polecam!






Kolejnym wyzwaniem są dla mnie tzw. pull ups, czyli podciągnięcia na drążku. Szczęśliwie mogę korzystać z pomocy w postaci gumy, mimo iż trener twierdzi, że się na niej nie zmęczę. Prawda jest taka, że kobiety mają ręce znacznie słabsze niż nogi i nawet przy użyciu gumy to ćwiczenie jest wyczerpujące.

Przysiady ze sztangą mniejszą lub większą. Są ambitne dziewczyny, które biorą sztangi 15-20 kg. Każdy jednak ćwiczy na miarę swoich możliwości, dlatego ja wolę pracować maksymalnie z ciężarem 10 kg. Oprócz przysiadów wykonuje się także martwy ciąg oraz podrzut. Trzeba jednak najpierw dobrze wytrenować technikę, aby nie zrobić sobie krzywdy. W tych ćwiczeniach na kontuzje najbardziej narażony jest kręgosłup oraz kolana.





Jump box to nic innego jak skrzynia o dwóch wysokościach, na którą można wskakiwać. Ćwiczenie świetne dla osób o mocnych kolanach. Pozostali mogą wchodzić, to też wyczerpuje.




Nie będę się dalej rozpisywać, ponieważ ćwiczeń jest mnóstwo. Nie wszystkie jestem w stanie wykonać, jak na przykład pompki w staniu na rękach. Pewnie nie zrobię ich nigdy. Dużą satysfakcję daje mi jednak fakt, że w ogóle podjęłam się takiego wysiłku i walczę z własnymi słabościami na każdych zajęciach. Jestem silniejsza i tracę zbędne kilogramy. Mówią także, że po tych ćwiczeniach spalanie tłuszczu trwa jeszcze przez kolejnych 12 godzin. Prawda, czy nie, dla mnie jest to rodzaj ruchu, po którym widzę najszybsze rezultaty.






Pamiętajcie jednak, aby poza ćwiczeniami stosować racjonalną dietę. Oznacza to jedzenie 5 małych posiłków  w ciągu dnia. To tylko brzmi jak koszmar ciągłego gotowania. Prawda jest taka, że nie wszystkie posiłki muszą być ciepłe. Warto za to, aby były dobrze zbilansowane, czyli zawierały odpowiednią ilość protein, tłuszczów i węglowodanów. Nie dajcie się naciągać na dietę w torebkach, albo pastylkach. Sukces gwarantuje odpowiednie odżywianie i ruch, a nie siedzenie na kanapie, głodzenie się i zażywanie cudownych pigułek. Od tego nikomu się jeszcze nie polepszyło.


A propos głodzenia się, pamiętajcie że organizm szaleje w takich sytuacjach. Wydaje się wam, że schudniecie, bo dostarczycie mu mniej kalorii? Wiedzcie, że aby rzeczywiście schudnąć musiałybyście drastycznie zmniejszyć ilość jedzenia, a co za tym idzie dostarczać znacznie mniej wartości odżywczych. Wygłodzony organizm będzie szalał i zamiast spalać kalorie, będzie robić zapasy z każdego najmniejszego kawałeczka, którego mu dostarczycie. Pamiętajcie, że "liść sałaty zamiast", jest fatalnym rozwiązaniem. Nie służy ani zdrowiu, ani urodzie.
Mam nadzieję, że lubicie siebie na tyle, aby dbać o własne ciało, zdrowo się odżywiać i ćwiczyć.

I jeszcze jedno, niech nie zmylą Was te zdjęcia :) W mojej grupie są także inne dziewczyny i żadna z nas nie jest aż tak mocno umięśniona. Nawet te, które ćwiczą 3-4 razy w tygodniu. To informacja dla tych z was, które obawiają się takiego efektu.
Pozdrowienia!
Magda

poniedziałek, 30 września 2013

Moja przyjaciółka maskara...



Pięknie oprawione oko zdobi każdą twarz. Wystarczy spojrzeć na którąkolwiek reklamę tuszu do rzęs, by wiedzieć jak ważne są pięknie pomalowane rzęsy. Oczywiście, bądźmy realistkami :) To, czym karmią nas twórcy reklam nijak ma się do rzeczywistości. Osiągnięcie gęstego wachlarza o długości 2-3 cm możliwe jest jedynie po przyklejeniu sztucznych rzęs, bądź poddaniu się zabiegowi przedłużania ich metodą 1:1. Przyklejać sztucznych wachlarzy nie potrafię, a przedłużania nie próbowałam. Dlatego też skupię się jedynie na podstawowym produkcie, jakim jest maskara. 

Zaletą tuszu jest przede wszystkim to, że kiedy zmyję makijaż nie mam poczucia, że moje powieki wyłysiały. Tak wyobrażam sobie szok po zdjęciu sztucznych rzęs lub pojedynczych rzęs stosowanych przy zabiegu przedłużania. Dużą zaletą tuszu jest także to, że dobry produkt nie będzie ich osłabiał. 

Moje naturalne rzęsy są gęste i dość długie. Nie przekraczają jednak "krajowej średniej" :) Ponadto od połowy są jasne, więc cała ich uroda gdzieś znika, jeśli nie są pomalowane. Moje oczy, jakkolwiek mają ładny kształt, choć wydają mi się odrobinę za małe. Dodatkowo uważam, że są nieco za blisko osadzone. Wielkości ani rozstawu oczu nie zmienię, mogę jednak poratować się odpowiednim makijażem. Pominę właściwe nakładanie cienia, a skupię się na dopełnieniu, jakim są zniewalające rzęsy. 

Lubię kiedy tusz wyraźnie podkreśla oczy, nie obciążając jednocześnie włosków. Niestety wiele produktów powoduje u mnie duże zdenerwowanie na początku używania. Tusz jest dość rzadki i muszę czekać około miesiąca, aby osiągnął odpowiednią konsystencję i nie powodował opadania rzęs, co z kolei daje efekt małego oka. Mój tusz ma dodatkowo pogrubiać, wydłużać i ładnie rzęsy podwijać. Z tego powodu pokochałam Diorshow Extase oraz Estee Lauder Sumptuous. 




Wytrzymują cały dzień, a to wielka zaleta, bowiem akceptowalna przeze mnie ilość warstw tuszu na rzęsach równa się 2. Trzeciej nie nakładam, zwłaszcza na już dobrze zaschnięty kilka godzin wcześniej produkt. Poza tym raz pomalowane nie opadają, ponieważ tusz ma odpowiednią gęstość. To daje się odczuć już przy pierwszym użyciu. Kolejną ważną rzeczą jest fakt, że żaden z nich się nie kruszy. Mam też dość wrażliwe oczy, a żaden z nich nie powodował szczypania, swędzenia ani innych skutków ubocznych. Jedyny mankament (który jednak w niektórych sytuacjach może być zaletą) to fakt, że obydwa tusze są wrażliwe na dużą wilgoć. Może nie rozmażą się, jeśli uronicie łezkę. Jednak jeśli zmoczy was deszcz, efekt misia panda jest murowany. Bardzo łatwo się zmywają.


Z niższej półki mogę polecić tusz Loreal Wings False Lash Effect. Ma specyficzną szczoteczkę, więc jeśli zdecydujecie się na zakup należy przygotować się na lekcję nakładania tuszu. Z mojego doświadczenia najlepiej sprawdza się ułożenie dłuższymi końcami szczoteczki w stronę lustra lub w stronę oka. Ustawienie w górę powodowało zapadanie się rzęs w połowie oka. Przez 2-3 miesiące produkt sprawdzał się nieźle, jednak po tym czasie zaczął się kruszyć.




Moim ostatnim odkryciem jest Lash Queen Extravaganza od Heleny Rubinstein. Kupiłam go kilka dni temu. Nie ukrywam, że miałam obawy, bowiem maskary tej firmy nigdy nie używałam a decyzja o zakupie była dość spontaniczna. Muszę jednak przyznać, że nie żałuję. Tusz dobrze się rozkłada dużą i gęstą szczoteczką. Dwie warstwy w zupełności wystarczą, aby rzęsy stały się długie i pogrubione. Produkt nie obciąża ich, więc cały dzień są ładnie uniesione. To także zaleta konsystencji. I co dla mnie niezmiernie ważne, tusz nie kruszy się. Mam także wrażenie, że jest nieco bardziej odporny na wodę i łzy niż Diorshow Extase.




A jakie są wasze ulubione tusze do rzęs?

Magnetycznego spojrzenia życzę,
Magda